Krzysztof Pluskota, 25 – lecie pracy twórczej

7 kwietnia zapraszamy Państwa na wyjątkowy spektakl “Trzy siostry” Czechowa w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, dramat który, mimo upływu czasu nadal pozostaje opowieścią uniwersalną i ponadczasową, tak jak emocje bohaterów, ich lęki czy marzenia.  Wieczór ten stanie się również okazją aby świętować 25- lecie pracy twórczej Krzysztofa Pluskoty, który tego dnia na deskach STU wcieli się w postać Fiodora Kułygina.

 

Gratulujemy i życzymy wielu kolejnych aktorskich wyzwań i artystycznych spełnień!

A tak pisze o Krzysztofie Pluskocie Wacław Krupiński:

 

25 lat w Teatrze STU

Krzysztofa Pluskoty adres najważniejszy

Teatr STU był Krzysztofowi Pluskocie pisany… Dowiedział się o jego istnieniu będąc licealistą. Najpierw zahipnotyzował go oglądany w telewizji spektakl Opis obyczajów w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, później, także na srebrnym ekranie, oglądał przygotowany przez tego twórcę Scenariusz dla trzech aktorów. I coraz częściej myślał o aktorstwie, a nie o studiach prawniczych. A gdy, w relacji z kabaretonu Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu zobaczył Quasi-kabaret Rafała Kmity, już wiedział, co chce robić w życiu…

Do krakowskiej PWST dostał się od razu po maturze. Był na II roku, gdy kolega ze studiów, Dariusz Starczewski poprosił go o nagle zastępstwo w spektaklu Wszyscyśmy z jednego szynela – właśnie Grupy Rafała Kmity. To z nią, w 1999 roku, stanął po raz pierwszy na scenie STU. – Zostałem tym miejscem skażony od razu i trwa to do dziś – mówi aktor z perspektywy niemal ćwierćwiecza. W Grupie Kmity, która zagościła w STU na dłużej, występował 11 lat. Także w spektaklach Casting oraz Dość dobry wyrób kabaretopodobny.

Zanim Krzysztof Jasiński zaczął angażować Krzysztofa Pluskotę do swych spektakli, zobaczył aktora w przedstawieniu dyplomowym Mr Love, w reżyserii Michała Kotańskiego; spektakl spodobał się twórcy STU na tyle, że był grany w jego teatrze przez dwa lata. – To wszystko budowało moją przynależność do tego miejsca – przyznaje teraz Krzysztof Pluskota.

W 2007 roku zagrał w Biesach, wystawionych przez Krzysztofa Jasińskiego. Później twórca STU powierzał mu role w Wyzwoleniu, Weselu, Rewizorze, Wiedźmach, Trzech siostrach, Cnotach niewieścich albo dziwkach w majonezie według „Szewców”… Grał także u innych reżyserów, m.in: Agaty Dudy-Gracz, Artura „Barona” Więcka, Marka Gierszała, Andrzeja Seweryna. Również w spektaklach reżyserowanych przez siebie: Raj, Śluby panieńskie, Balladyna. W sumie zagrał, nie licząc innych teatrów, w ponad dwudziestu przedstawieniach. Wyreżyserował również, na progu sezonu 2022/23, świetnie przyjętego Tartuffe`a Moliera, czyli Świętoszka w nowym tłumaczeniu Jerzego Radziwiłowicza.

Które ze swych ról ceni najbardziej? Kułygina w Trzech siostrach, Pana B w Boże mój, Liputina i Lebiadkina z Biesów, także Grabca ze swej Balladyny, i Czepca z Wesela. – W ogóle kocham Wyspiańskiego i chętnie po niego sięgam ze studentami jako pedagog Akademii Sztuk Teatralnych, gdzie prowadzę zajęcia w ramach przedmiotu „Praca nad rolą klasyczną wierszem”… Lubi też aktor kabaretową rolę w Przybory, Wasowskiego Domu Wyobraźni. – Tam mogę się wyszaleć, przypomnieć sobie kabaretową przeszłość – przyznaje.

Rozmawiam z Krzysztofem Pluskotą w związku ze zbliżającym się ćwierćwieczem jego pracy, zatem pytam o to, co było najważniejsze. – Bez lizusostwa i kokieterii mogę powiedzieć, że spotkanie z Krzysztofem Jasińskim było krokiem milowym w moim życiu – odwrócił moje losy jako aktora, to on zachęcił mnie do reżyserowania, no i on, zaskakując nie tylko mnie, ogłosił mnie dyrektorem – przyznaje Krzysztof Pluskota, od 2019 roku dyrektor Teatru Scena STU.

Pamiętam to uroczyste spotkanie w lutym 2016 roku, w sali obrad Urzędu Miasta Krakowa zorganizowane z okazji półwiecza STU. To wtedy twórca STU poinformował, iż wybrał na swego następcę Krzysztofa Pluskotę. – Nie ma bardziej zaskoczonej osoby na świecie, niż ja w tej chwili – wyznał chwilę później nominowany.

Od pięciu lat zbierałem wiedzę na temat ewentualnych kandydatów i Krzysztof Pluskota wygrywał wszystkie rankingi. (…) 11 lat spędził w Grupie Rafała Kmity, gdzie, jak niegdyś w STU, trzeba było zajmować się wszystkim, co daje bezcenne doświadczenie. Po czym odszedł, by grać więcej w STU, gdzie na próbach był niezwykle aktywny, pokazując, że w sposób pogłębiony czyta tekst, że jest inteligentny… Ostatnio sam przygotował spektakl „Raj”. Zatem będziemy teraz pracować wspólnie, a ja, mam nadzieję, będę mógł się przekonać, że podjąłem dobrą decyzję – mówił mi wówczas Krzysztof Jasiński.

– Odważyłem się przyjąć tę funkcję, choć uważałem, że nie mam umiejętności, teraz nauczyłem się, ile mogłem, bo przecież odpowiadam również za kwestie administracyjne, finansowe… I jestem już spokojniejszy – mówi skromnie dyr. Pluskota na rok przed końcem swej pierwszej dyrektorskiej kadencji.

Jak mówi, bardzo cieszy go fakt, że przez około 230 wieczorów w roku jest w STU pełna widownia, że udaje się, bez schlebiania chwilowym zjawiskom i modom w teatrze, prezentować spektakle, które trafiają do rozmaitych pokoleń. I że ma na to wpływ swoimi decyzjami artystycznymi.

Gdy pytam, czy wiąże swą przyszłość ze STU, odpowiada: – Na pewno marzę o tym jako artysta. I dodaje: – To zawsze będzie najważniejszy mój adres… Po czym, trawestując powiedzenie o ludziach ze wsi, puentuje: – Można człowieka wyrwać ze STU, ale STU z człowieka wyrwać nie można…

Wacław Krupiński